O marce Lush trochę czytałam, ale nigdy nie miałam bezpośredniej styczności z produktami. Także gdy spacerując sobie w czerwcu po Budapeszcie w oczy rzuciło mi się logo Lush wiedziałam, że muszę ten próg przestąpić. Pierwszego dnia było już zamknięte, ale nic nie stało na przeszkodzie by wrócić tam kolejnego. Wróciłam, weszłam i hmmm... od czego zacząć, co ja właściwie chcę, no czytałam sobie wcześniej różne recenzje, ale jak przyszło co do czego to pustka, chcę wszystko i nic bo nie wiem co... Uwielbiam czasy, w których żyjemy za możliwości, które dają. Na
Instagramie i FB zamieściłam zapytanie co warto kupić i... bardzo,
bardzo dziękuję wszystkim za odzew i rekomendacje. Kolejnego dnia miałam już gotową listę, z którą w sumie trzeci raz ruszyłam do sklepu.